czwartek, 30 sierpnia 2012

o kawie u skandynawskich pisarzy...

Właśnie przeczytałam w Polityce artykuł o kawie...
Dowiedziałam się, że najwięcej wypijają jej Skandynawowie...Cóż muszą się jakość pobudzić w mrocznej porze. Kawa jest obecna na kartach licznych książek, również tak popularnych ostatnio kryminałów z Północy...W Millenium kawa pojawia się sto razy w każdym tomie. Może by tak porzucić na chwile moje ukochane biografie(chociaż wątpię bo Jerzy Stuhr i Colette czekają w kolejce) i rozeznać się w tej literaturze(skandynawskich kryminałach)?
Camilla Lackberg, Stieg Larsson, Mons Kallentoft, Ake Edwardson...w księgarniach roi się od skandynawskich tytułów..hmmm przyznam szczerze, że ta literatura (kryminalna) mnie odpycha, ale też odrobinę pociąga...i ciekawi...wydaje mi się nad wyraz realistyczna, miejscami okrutna, drastyczna, surowa, może chłodna. Podkreślam to tylko moje przypuszczenia, wysnute po lekturze opisów na okładkach książek. Ale może właśnie należy po nie sięgnąć i poznać lepiej tą kulturę...Z drugiej strony jednak bardzo podobał mi się "Świat Zofii: Josteina Gaardera - wędrówka przez świat filozofii, napisana w przystępny sposób, zrozumiały i zachęcający dla dzieci i młodzieży. Nie należy zapomnieć o wspaniałych Karen Blixen i Astrid Lindgren.

wtorek, 28 sierpnia 2012

"Rockmann" Wojciech Mann

Fantastyczna książka o muzyce, historia o tym, jak to Wojciech Mann wchodził do świata muzyki i zatopił się w nim bezpowrotnie. Opowiada o Pops Fan Club - klubie muzycznym, którego był prezesem wraz z Andrzejem Olechowskim. Tak tak tym Andrzejem Olechowskim. Klub ten przyczynił się do zaproszenia wielu gwiazd do Polski w latach 60-ych. Przypomina kuriozalne historie o tym jak Polska w owym czasie była postrzegana przez amerykańskich rockmanów i jazzmanów. Wspomina zakrapiane alkoholem prywatki z udziałem np. The Animals...
Opowiada z humorem o realiach peerelowskich, z jakimi musieli się zmierzyć miłośnicy muzyki zachodniej...zdobywanie czarnych krążków graniczyło z cudem, radio nie akceptowało utworów w języku angielskim...wtedy wzrosła popularność muzyki francuskiej i włoskiej na "polskim rynku". Możemy dowiedzieć się wiele o największym wydarzeniu muzycznym jakim jest Jazz Jamboree, gdzie Mann miał okazję poznać najwspanialszych mistrzów, "opiekował" się nimi, będąc tłumaczem-pilotem, takich jak: Duke Ellington, Ornette Coleman. Trochę tu mało szczegółów z życia prywatnego Wojciecha Manna, których mógłby być żądny czytelnik, ale za to mamy relację krok po kroku jak rodziła się jego kariera i ciekawą ilustracje tamtych czasów. Książka klimatem podona do "Każdy szczyt ma swój czubaszek" i "Wyśpiewam wam wszystko". Jesli tamte się Wam podobały, ta też powinna. Do tego specyficzny żart Wojciecha Manna. Na kartach książki rozbrzmiewa muzyka Deep Purple, The Beatles, Cliff Richard...aż mam ochotę wyciągnąć dawno nie słuchane płyty...:)
Przeanalizujemy bardzo ciekawe początki programów rozrywkowych w telewizyjnej Dwójce. Dowiemy się jak powstały Radio Kolor i Radio Pogoda.

Najlepsze covery według WM:
Johnny Cash Hurt
http://www.youtube.com/watch?v=o22eIJDtKho
Joe Cocker With a little help from my friends
http://www.youtube.com/watch?v=gQLtCoh5EaI
 Rodrigo y Gabriela Stairway to Heaven
http://www.youtube.com/watch?v=vNc5o9TU0t0

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

jakoś tak...


mimo, że słońce świeci jakoś tak jesiennie dziś. Słucham Sinatry i rozmyślam sobie co by można zrobić tej jesieni... do Krakowa by można pojechać albo do Wiednia albo Paryż może odwiedzić.
Tak złota polska jesień przy stoliczku kawiarnianym w Krakowie to dobry pomysł...:)

Frank Sinatra "I love Paris"
http://www.youtube.com/watch?v=MR-oH7twijA



Kawka na jednej z uliczek odchodzącej od Rynku w Krakowie, podmuch jesiennego wiatru, książki, muzyczka i gwar przechodzących ludzi...

piątek, 10 sierpnia 2012

"Tamara Łempicka" Laura Claridge cz.1

Mam do zarekomendowania cudowną wspaniałą książkę. Piszę z takim entuzjazmem i uznaniem, ponieważ zrobiła na mnie świetne wrażenie i dostarczyła mnóstwo przyjemności.
Gorąco polecam!
Do sięgnięcia jej z półki zainspirowała mnie wizyta w Zachęcie  i obejrzenie wystawy pt.: "Sztuka wszędzie. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1904-1944". Natchniona klimatem wystawy zapragnęłam prześledzić losy artystki.

Książka ta jest nie tylko biografią malarki Tamary Łempickiej, ale również fantastycznym źródłem wiedzy historycznej. Książka jest bardzo rzetelnym obrazem wydarzeń polityczno-artystyczno-kulturalnych  początku XX wieku. Autorka niezmiernie ciekawie przedstawia życie i zwyczaje panujące w przedrewolucyjnej ociekającej bogactwem Moskwie i Sanktpetersburgu. Następnie przenosimy się do Paryża zaraz po zakończeniu I wojny światowej i będziemy się delektować atmosferą Monparnassu i poznawać kolejnych jej twórców i mieszkańców.

Tamara, Polka pochodząca z bardzo zamożnej rodziny, mieszająca w Rosji, jak większość polskiej arystokracji w tamtym okresie. Wiedzie życie pozbawione jakichkolwiek trosk, życie upływa na zabawie, wytwornych balach, wizytach w teatrze. W domach mieszczących się przy najbogatszej ulicy - Prospekcie Newskim - zatrudniana jest niezliczona ilość służby, guwernantki z Francuzki i angielki, odzież od najlepszych projektantów z Paryża. Uwielbiana i wychowywana przez babcię Klementynę odbywa z nią częste podróże po Europie - Włochy, poludnie Francji. Zna piec językow. Ma opinię krnąbrnej, zwariowanej i oryginalnej. Na jednym z przyjęć poznaje swojego przyszłego męża prawnika Tadeusza Łempickiego. Rok 1917 terror rewolucyjny, bunt ludu pracującego zmusza zamożną częśc mieszkańców do ucieczki z Rosji. Tamara z mężem i córeczką Kizette po licznych utrudnieniach znajdują się w Paryżu. I tam dopiero narodzi się Tamara - malarka. Brak funduszy zmusza ją po raz pierwszy do pracy, przypomina sobie o swoim talencie malarskim. Przesiaduje godzinami w La Rotonde, La Coupole, Les Deux Magots.
Na fotografii poniżej juz w 1925 r maluje portret męża.


W książce tej znadziemy mnóstwo anegdot. Np. Tamara uwielbiała siadywać przy stoliku w Cafe Rotonde i patrzeć na obrazy Modiglianiego, Kislinga i Soutin'a, ich prace wisiały w tym lokalu, bowiem artyści ci płacili za trunki obrazami z powodu braku pieniędzy. Jesienią 1922 roku Tamara próbowała wieśc jednocześnie życie studentki, malarki, żony, matki, żywicielki rodziny i rozpustnicy. W nocy po położeniu Kizette do łózka wybierała się do rozciągających się wzdłuż Sekwany podejrzanych spelun, gdzie wypalała mnóstwo papierosów, zażywała kokainę oraz oddawała się wyszukanym praktykom seksualnym z przypadkowymi towarzyszami.
   W pewnym momencie oddała się całkowicie swojej karierze, malarstwu oraz kontaktom towarzyskim. Do grona jej przyjaciół można zaliczyć Jean Cocteau i Marinettiego. A więc obcowała zarówno z awangardowymi artystami jak i pragnęła przypodobać się bogatej części Paryża, burżuazji, potrzebowała mecenasów i potencjalnych kupców jej dzieł. Co w końcu naraziło ją na nieufnosc z obu stron. Była narcystyczna, egoistyczna, skupiona na sobie. Była indywidualnością, która wciąż szokowała. Sławne były organizowane przez nią przyjęcia na kilkadziesiąt osób, na których to gosposia roznosząca jedzenie, po opróżnieniu przez gości tacy, musiała zdejmować część garderoby.

Autoportret 1929 r.
Irena i jej siostry 1926 r.

piątek, 3 sierpnia 2012

Lektura wakacyjna "Sekretne składniki miłości" Nicolas Barreau


Po raz kolejny proponuję coś dla miłośników Francji, tradycyjnych francuskich potraw i miłosnych historii. Znowu wydawnictwo Bukowy Las i znowu jesteśmy w Paryżu.
Tym razem w dzielnicy Saint-Germain. Bohaterką jest młoda, trzydziestodwuletnia (hehe) Francuzka Aurelie - właścicielka jednej z restauracyjek, (o nazwie Temps des Cerises, odziedziczyła ją po niedawno zmarłym ojcu), jakich znajdziemy w tej dzielnicy setki, w której stoliczki pokryte są obrusami w biało-czerwoną kratkę, serwowane są: "menu d'amour", jagnięcina i inne typowe francuskie przysmaki: salade de chevre, creme brulee, a w tle Charles Aznavour.
Nie mogę zdradzić głównego wątku, gdyż jest on troszkę enigmatyczny i popsułabym Wam całą zabawę i tajemnicę. Pewna mistyfikacja stanowi całą niespodziankę:)  Jest zrospaczona, gdyż spada na nią jak grom z jasnego niebazawód miłosny. Ukochany porzuca ją nagle, z dnia na dzień - bowiem znalazł miłość życia...W każdym razie życie dziewczyny zmienia się znacznie po przeczytaniu pewnej książki.
 W okolicznościach całkowitego przypadku wpada jej w ręce owe dzieło literackie, odnajduje nadzieję, pocieszenie i radość życia właśnie dzięki autorowi tej powieści. Postanawia go odnależć...i podziękować. Autor jest Anglikiem, mieszkającym na zapadłej brytyjskiej wsi.

Niestety  skontaktowanie się z nim nie będzie jednak takie łatwe, jakby się mogło wydawać, czekają ją liczne perypetie z udziałem pewnego wydawcy...utrudnienia się piętrzą za sprawą pewnej intrygi...
Rzecz się dzieje na ulicach Paryża, w paryskich wnętrzach, również w wydawnictwie. Poczujecie się jakbyście faktycznie znajdowali się  nad Sekwaną, wszystko to przeplatają watki kulinarne:)
 Będziecie i w La Coupole i na cmentzrzu Pere Lachaise. Akcja książki zdecydowanie przyspiesz i robi się ciekawsza w drugiej połowie:) Na pewno bardzo polubicie redaktora Andre:)

Literatura w sam raz na wakacje, idealna,żeby się odprężyć.
Chociaż jest tak sympatyczna, że właściwie w okolicach Bożego Narodzenia również mogłabym ją spokojnie polecić - szczegolnie, ze własnie w grudniu ma się odbyć spotkanie z tajemniczym autorem...zorganizowane przez "Le Figaro". Książka lekka, trochę filmowa, dla miłośniczek romantycznych komedii.
Nawet na okładce widnieje recenzja BRIGITTE : "Mieszanina "Cyrana de Bergerac", "Czekolady", i "Napisz do mnie"".




Ponieważ zawsze jestem pod silnym wpływem książki, którą akurat czytam - zaraz zabieram się do przyżądzania sałatki z kozim serem i gruszką i ukochaną rukolą, obowiązkowa bagietka,a  do tego białe wino! Polecam i smacznego!



piątek, 27 lipca 2012

"Pasja według św. Hanki" Anna Janko

Jednak ashtanga joga jest moją ulubioną jogą.
Jest bardzo dynamiczna, wykańczająca wręcz, dla wytrzymałych, ćwiczysz przy zamknietych oknach, rozgrzewa od środka. Jej paradoks polega na tym, ze podczas praktyki myślisz sobie "nie dam rady, padnę i nie wstanę", ale jakoś wytrzymujesz do końca. Tradycyjnie relaks. I akumulatory zostają naładowane trzykrotnie.  Nagle masz mnóstwo energii :) po lekcji czujesz się lekko, gotowy do latania...


Po takiej porcji energetyzującej jogi, wieczorkami czas na dawkę literatury, powiedziałabym poetycznej - "Pasja według Sw. Hanki" Anny Janko




Autorka przedstawia romans jako naturalną część życia, bez zdziewienia, bez pruderii, bez potępienia. Absolutnie nie jako coś złego. Jest jak jest. To po prostu piękne uczucie, które się przydarzyło wbrew przekonaniom społecznym. Proza jest bardzo liryczna, poprzeplatana poezją. Jest to relacja z przeżyć prawie czterdziestoletniej zamęznej kobiety, matki dwójki dzieci. Jej poglądy i odczucia na temat miłości, seksu, sensu związków wszelkich. Żyje z mężem, kocha innego. Znajdziemy tu dużo filozofii, autorstwa samej Janko, jak i innych pisarzy. Powtórzę - mądrej filozofii, mamy tu  również odwołania do świata przyrody. Jest tu i cierpienie i radość i rozkosz. Daje i odbiera sobie prawo do szczęścia. Dzieli się z nami swoimi dylematami, zmęczeniem, opisuje etapy, które przeszła, które sie zakończyły bezpowrotnie. Rozstanie z mężem. Migracje między Wrocławiem a Warszawą. Rozkłada na czynniki pierwsze miłość. Wieczna czy tylko tymczasowa, czy zawsze schemat jest ten sam? Dużo eratyki. Akty seksualne opisane w bardzo wyrafinowany sposób, gdzie fizyczność miesza sie z fantazją , barwne wyszukane porównania. Bajkowo- naturalistyczne. Odważne. Nie ma tabu.
W książce nieregularnie pojawiają się wspomnienia z dzieciństwa, z wakcji, ze studiów. Te negatywne i szokujące -pierwsze kontakty z seksualnym światem. Wspomnienia, które bezpowrotnie kształtują podejście do miłości i do związków. Wspomnienia, które rzeźbią konkretną istotę, wdrukowują instrukcję, według, której już zawsze będziemy postępować.
Jak możemy przeczytać  w "Zwierciadle" w wywiadzie przeprowadzonym przez Tomasza Jastruna, książka zawiera wątki biograficzne.
Może zacytuję mały fragmencik, żeby zachęcić:
"Ludzie przeceniają zdradę. Wyolbrzymiają, dramatyzują, uzurpują sobie wyłączne prawo do drugiego człowieka. Szczególnie w młodości. W młodości szczególnie mocno czujemy się właścicielami siebie i "zakontraktowanych" bliskich osób. Wtedy zdrada równa się przestępstwu kradzieży mienia. Gdy zaczynamy się już trochę starzeć, dociera do nas, że nie ma nic na własność, wszystko jest z wypożyczalni, nawet siebie samych nie dostaliśmy na zawsze. A prawdziwą zdradą jest coś całkiem innego..."

czwartek, 19 lipca 2012

"Macierzyństwo non-fiction" Joanna Woźniczko-Czeczott


Krótka przypowieść (ale bardzo treściwa przypowieść) o macierzyństwie. Autorka opisuje rzeczywistość poporodową taką, jaka ona jest.

Byłam zaskoczona jak wiele jej poglądów i odczuć pokrywa sie z moimi. Opisuje kolejno każdą z dziedzin  życia - finanse, zakupy, odczucia, role w małżeństwie, stosunki ze znajomymi , przyjaciółmi (dziecitymi i niedzieciatymi, a każde z nich są inne), seks, sprzatanie, kariera...itd...
Na pierwszy rzut oka można by odebrać tę książkę może jako próbę zniechęcenia do macierzyństwa, lub przynajmniej jako zbiór frustracji, narzekanie, przedstawienie w negatywnym świetle wszystkich obowiązków i czynności związanych z wychowywaniem i opieką nad maleńkim dzieckiem....Ale to nieprawda, to broń Boże nie jest żaden atak na wyżej wymieniony stan, ale apel, aby przyznać jak rzeczy wyglądają naprawdę.
Tak jak powiedziałam -  to tylko pozory, autorka podkreśla wielokrotnie jak bardzo kocha swoją córeczkę i jest szczęsliwa z powodu jej urodzenia. Zadanie, które postawiła sobie autorka to próba "odlukrowania" stanu ciąży, połogu oraz kolejnych etapów wychowywania dziecka. Powtarza wielokrotnie, ze napisanie tej książki - bloga najpierw - było dla niej formą autoterapii. Przyznaje, ze wylewała swoje żale na klawiaturę w gorszych momentach. Znajdziecie tu też wiele komicznych opowiastek z życia wziętych. Oto jeden z fragmentów:

"Gdy Fallon uśnie wieczorem, mam wreszcie czas dla siebie. Cały świat mi jest nagle oddany.
Mogę: czytać książki, czytać prasę, obejrzeć "Fakty", filmy, seriale, zjeść kolację, buszować w internecie, zajrzeć na FB, porozmawiać z Blejkiem, poprzytulać się z Blejkiem, pożartować z Blejkiem, wypić wiono z Blejkiem, posłuchać o jego pracy, spotkać się z przyjaciółmi, wyjśc na miasto, do knajpy, do kina, na babskie party, ogarnąć dom, coś napisać, nagle mogę wszystko, co chcę.
Fallon jest kochanym dzieckiem. Usypia o ósmej, plus minus pół godziny. O dwudziestej drugiej zazwyczaj padam.
Mam zatem na swoje własne życie całe dwie godziny. "

Autorka protestuje przeciwko zmowie milczenia, która panuje wśród matek, u lekarza, w piaskownicy - wszystkie zgodnie utrzymują, że są szczęśliwe... bo są Matkami. Nie wolno, nie wypada powiedzieć nic przeciwko Macierzyństwu...To jakieś chore tabu.
Jej poglądy są mi bliskie - również nie godzę się na tę obłudę. Twierdzi, ze życie kobiety wraz z narodzinami dziecka - zmienia sie diametralnie i bezpowrotnie. Nie ma już wolności. To niezaprzeczalna prawda. Cała uwaga matki jest skierowana na dziecko. Wychodzenie z domu (w celu rozrywkowym)staje się rzadkością, życie towarzyskie marnieje lub znika, wszystko w jej życiu przechodzi transformację. Autorka w zabawny sposób porównuje zwyczaje sprzed ciąży i po narodzinach. Wielokrotnie się uśmiechałam do siebie, jakie to prawdziwe. Np. kiedyś uwielbiała modę, lubiła się "ubrać" a teraz ...ze względów praktycznych przywdziała t-shirty sprzed dziesięciu lat i stare jeansy...cóż lepiej właśnie w takiej garderobie tarzać sie po podłodze...:)

Uwielbiam, też fragment, gdzie małżonkowie dyskutują o sprzątaniu.
Po przybyciu męża z pracy, żona już troooszkę sfrustrowana i troooszkę wykończona... Po kilkuminutńowej wymianie zdan mąż autorki przemawia z powagą :
"- Przeciez u nas sie nie kurzy?
 - Tak bo tylko ja sprzatam" brzmi odpowiedz.

Nasuwają się tutaj komentarze osób trzecich:
 "Czemu ona narzeka? co ona takiego robi? przecież SIEDZI cały Dzień W DOMU".(?!)

Autorka przedstawia macierzynstwo jako rewolucję w życiu kobiety. Przecież wymaga ono mnóstwo czasu, energii, poświęcenia...Porusza też temat zmienionych relacji w małżeństwie, czasem kryzysu, zmniejszonego libido. Zmęczenie, wyczerpanie, nadwyrężona cierpliwośc, wreszcie nierówności płci w procesie wychowywania dzieci.
Przywołuje dwie autorki Rachel Cusk i Aylet Waldman o kontrowersyjnych poglądach na temat macierzyństwa, ale jakie to poglądy to juz doczytajcie same:)
Do kompletu Drogie Czytelniczki i Czytelnicy polecam film, który chyba jeszcze jest grany w kinach:


sobota, 14 lipca 2012

Jerzy Pilch "Dziennik"




I udało mi się coś przeczytać w jeszcze niezaludnionym Mielnie:)aczkolwiek nie za dużo niestety;/
Ale za -  "Dziennik" Jerzego Pilcha.
Tego mi było trzeba. Po prostu uczta dla duszy i umysłu. Przynajmniej mojej duszy.
Jeśli jesteś miłośnikiem literatury Pilcha, nie zawiedziesz się. Ten sam specyficzny, charakterystyczny dla niego sposób pisania. Piękna, wystudiowana polszczyzna, nienaganny warsztat, wyszukane słownictwo. Lecz tym razem bardziej osobiście. "Dziennik" to zapiski z okresu od grudnia 2009 do listopada 2011 autor komentuje rzeczywistość. I jak zwykle wszechobecna zabawna uszczypliwośc i ironia (podana prawie niezauważalnie)jako komentarz do zaobserwowanej głupoty. Dzieli się swoimi odczuciami co do przeczytanych w codziennej prasie artykułów, raczy nas przemyśleniami dotyczącymi aktualnych wydarzeń politycznych i sportowych. Bardzo subiektywnie. Nie zabrakło nawiązań do katastrofy smoleńskiej. Delikatnie i nienachalnie. Zapoznajemy się z opinią na temat kondycji polskiej i nie tylko polskiej piłki nożnej. Autor jest bezblędnie zorientowany w przebiegu sportowych przedsięwzięć. Pilch wplata oczywiście opowieści o ukochanej Cracovii i dzieli się z nami swymi uczuciami.
Chronologiczne te zapiski  przywołują związane z danym tematem wspomnienia. Autor przenosi się do rodzinnej Wisły. Wspomina nieżyjących już sąsiadów i członków rodziny. Snuje opowieści o tradycji i historii, zabytkach i obyczajach. Dużo refleksji i zadumy nad życiem, litaraturą, różnymi decyzjami - równiez z punktu widzenia ewangelika. Wielokrotne nawiązania religijne. Opisuje luterski charakter i styl życia. Podejmuje dyskusję o miejscu ewangelików w katolickim kraju.
Wspomina podróże pociągiem Wisła - Warszawa. Wplata dziesiątki przeróżnych anegdot z życia redakcyjnego, kiedy mieszkał jeszcze w Krakowie. Cały czas obecna głęboka refleksja nad życiem i śmiercią. Melancholia. Poznajemy trasy spacerów mieszkającego dziś w stolicy autora. Poznajemy jego przyzwyczajenia, rytm dnia i system pracy.
Arcyciekawe pochylenie sie na zwykłymi rzeczami. Właściwie każde zdanie zawiera dziesiątki ciekawych perełek - musiałabym zrecenować każde.

Wyraża swój podziw i uwielbienie dla twórczości Bruno Schulza. Na kartach tej książki znajdziemy wielokrotne odniesienia, inspiracje i komentarze  literackie - Herman Broch, Julian Bernes, Philip Roth, Isaac Singer, Tomasz Mann, Antoni Czechow. Taki przegląd literatury mimo chodem.
Na kartach "Dziennika" podejmuje polemikę z autorami tekstów a propos dzisiejszej literatury - nie zostawia suchej nitki na osobniku, z którym sie nie zgadza. Lektura obowiązkowa.


Urodzony w 1952 r w Wiśle, ukończyl polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W 2001 roku otrzymał nagrodę Nikę za "Pod mocnym aniołem".
W 1989 roku otrzymał Nagrodę Fundacji im. Kościelskich za "Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej".

piątek, 22 czerwca 2012

Propozycje urlopowe. Cytaty i aforyzmy dla Was

Moje Drogie, Moi Drodzy,


tak się zastanawiałam co by tu wziąć ze sobą na urlop...Powinno być, myślałam: dość lekkie, niegłupie, inspirujące, trochę poruszające...i...zabawne. Wybrałam kilka tytułów, które zamierzam przeczytać podczas wakacji nad wielką wodą. O ile mi Natalia pozwoli...(chociaż godzinkę dziennie pozwoli... ). Nie wiem czy wszystko z tej listy będzie Wam odpowiadać, szczególnie jeśli zostajecie w pracy. Pomyślałam jednak, że moja lista sprzyja plażowym klimatom i zapewni relaks... W każdym razie spodziewajcie się niebawem recenzji następujących pozycji:







a póki co przygotowałam kilka ładnych cytatów na piątkowe popoludnie:


Nie wys­tar­czy po­kochać, trze­ba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i prze­nieść ją przez całe życie.
Konstanty Ildefons-Gałczyński


Li­tera­tura byłaby całkiem dob­rym zajęciem, gdy­by nie to pisanie. 
Konstanty Ildefons Gałczyński


Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jes­tem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca,
Lecz wi­dać można żyć bez powietrza. 

Maria Jasnorzewska-Pawlikowska


Pokusom powinno się ulegać. Nigdy nie wiadomo czy kiedyś znowu przyjdą.
Oskar Wilde

W życiu towarzyskim chodzi zawsze albo o polowanie na męża, albo o ucieczkę przed nim.
Oskar Wilde

Obowiązek to coś, czego oczekujemy od innych.
Oskar Wilde

Młodzi ludzie chcą być wierni, a nie są, starzy chcąbyć niewierni, a nie mogą.
Oskar Wilde

Miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, gdy kochamy tych, którzy nie mogą się nam na nic przydać.
Erich Fromm

Miłość jest kombinacją podziwu,szacunku i namiętności.
William Wharton


wtorek, 19 czerwca 2012

"Projekt Szczęśliwe Małżeństwo" Hal i Jenny Runkel



Kochani o tej książce nadmieniłam już w jednym z poprzednich postów. Że mnie zaciekawiła, że kupiłam. Teraz jednak
czytam ją i postaram się przybliżyć kilka problemów, tematów poruszonych w owym dziele. Książka jest, zaryzykowałabym stwierdzenie, kontrowersyjna w swoich tezach.
Ksiązka jest napisana bardzo, ale to bardzo prostym językiem, autor zadbał, aby każdy zrozumiał prawdy, które chce przekazać. Jak dla mnie stara się aż nadto wytłumaczyć każde zagadnienie, powtarzając wielkrotnie to o co w nim chodzi, ale...
Może w tej metodzie jest jakiś sens, po takim wielokrotnym przeczytaniu kilku kluczowych zdań zapamietujemy je.
Byc może będą tętnić ci w głowie przez większość dnia, podczas wykonywania różnych innych czynności.
I być może w związku z tym, zaczniesz je stosować w praktyce, a nie tylko wygłaszać teoretyczne mądrości...

Tematem głównym jest to - jak tu wytrwać w szczęsciu do końca swoich dni z naszym wybrankiem. Nie wymieniać na lepszy model, ale pozostać i być szczęśliwym jak nigdy dotąd.

Praktycznie na każdej stronie znajdziecie coś, co was zaskoczy, zaciekawi bądź zainspiruje do działania. Zaproponuję tu tylko kilka ciekawych wątków:

Autro obala kilka kłamstw i streotypów na temat małżeństwa , którymi jestesmy karmieni od urodzenia:
-"znajdz soja druga polowkę"
- "pobraliśmy się - teraz juz jesteśmy jednością"
- " małżonek jest od tego, żeby zaspokajać twoje potrzeby i dawać i ci poczucie bezpieczeństwa"
Runkel twierdzi, że tylko ty sam możesz sobie dać poczucie bezpieczeństwa i zaspokoić swoje potrzeby, że małżeństwo to nie handal wymienny...
-swoja drogą niezłe co??ten rozdział jest bardzo ciekawy polecam.....:)

To, co bardzo mnie zainteresowało od początku zagdnienie "krzyku". Autor podkreśla , że kłócimy sie wszyscy i "krzyczymy" równiez wszyscy. Ale co to jest ten krzyk - jest:

- krzyczenie tradycyjne,
ale również:
- postawa bierna tak zwane przytakiwanie: "tak kochanie", "masz rację kochanie" - obietnice, których nie macie zamiaru dotrzymać, które równiez wyprowadzają nas z równowagi,
- bierna agresja, która atkuje tak samo jak krzyk, czyli nawet cicha niepozorna myszka może powodować  awantury..
- zachwanie pasywno-agresywne(np.zamykanie się w sobie i niedopuszczanie partnera do siebie)


Autor jest praktykującym od lat terapeutą par. Wyzanje, że najcześciej spotykane zjawisko to kiedy zjawia się u niego w gabinecie para, słyszy: "Mamy problem", ale tak naprawde osoba, wypowiadająca te słowa chce powiedzieć  "mam problem i to ty nim jesteś (o swoim małżonku)". Wszyscy mamy tendencję do wybielania się, mamy jasno sformuowane zarzuty względem naszego partnera. Trudno jest dostrzec swój udział w konflikcie, trudno jest unieść się ponad daną sytuację i popatrzeć obiektywnie z dystanu na obopólną grę, którą prowadzimy.
Każdy konflikt mówi nam bardzo dużo o nas samych. O tym, czego potrzebujemy.

Recepta NA SZCZĘSLIWY ZWIĄZEK, którą daje Hal Runkel to:

WIĘCEJ OPANOWANIA, DOJRZAŁOŚCI I BLISKOŚCI.

ale w jaki sposób to tłumaczy i jak to robi, żeby nas przekonać do stosowania się do tej zasady to już sami doczytajcie:)

W każdym razie konkluzja jest taka, we wszystkim uczestniczymy oboje. We wszystkich kłótniach, dramatach, lekkich sprzeczkach. W każdej sytuacji, która nas wyprowadza z równowagi maczaliśmy palce. Autor podaje serie przykładów ze swojego życia oraz ze swojego gabinetu terapeutycznego i udowadnia słusznośc tej teorii.
Przeczytajcie a być może bardzo się zdziwicie jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni, ża to, co się dzieje.

Zachęcam do lektury. Bardzo pouczająca książeczka, praktyczna, pokazująca naturę ludzką w czystej postaci. Runkel pisze szczerze o rzeczach bolesnych, czasami przyziemnych, ale przede wszystkim prawdziwych, które dotyczą każdego z nas. Ten poradnik może byc przydatny również w innych dziedzinach życia.

Kilka cytatów:

"Dostrzegam sporo słuszności w określeniu pary małżeńskiej jako "szczęśliwie niekompatybilnej".
Jak często powtarza Ruth: "Jeśli dwoje ludzi zgadza się we wszystkim, świadczy to , że jedno z nich jest niepotrzebne".
Billy Graham

"To wy i nikt inny decydujecie o swoich wyborach. Odpowiadacie za nie także przed współmałżonkiem, ponieważ to, jak postanowicie spędzić czas, znacząco na niego wpłynie".

czwartek, 14 czerwca 2012

Kundalini joga, czakry

Kochani, wreszcie udało mi się spełnić daną sobie obietnicę - byłam na jodze:)

Kundalini jodze. Zaskoczyła mnie, zajęcia były zupełnie inne od tych, które znałam i różne od tego, co sobie wyobrażałam. Wcześniej praktykowałam już hatha jogę i ashtanga jogę. Kundalini jest inna, ale bardzo mi się spodobała.
Praktyka zaczęła się od śpiewania mantry. Rozpoczeliśmy pocierając dłonią o dłoń. Podczas półtorej godziny praktyki wykonaliśmy niewiele asan(pozycji jogicznych) dlatego, że w każdej pozycji musieliśmy pozostać  dwie minuty lub dłużej. Czyli celem było wytrzymać, WYTRWAC w asanie. Pokonać samego siebie a właściwie własną słabość. Podczas trwania w asanie wykonywaliśmy oddech ognia czyli bardzo intensywne i szybkie wdychanie i wydychanie powietrza. Męczące i satysfakcjonujące, budujące.
Oprócz fizycznych zalet kundalini joga ma bardzo pozytywny wpływ na sferę psychiczną. Wczorajsza praktyka była poświęcona otwieraniu czakry trzeciej, znajdującej się na poziomie brzucha. Odpowiedzialnej za tożsamość człowieka. Otworzenie tej czakry powoduje, że robimy to, co chcemy, faktycznie doprowadzxamy do końca, to o czym myślimy, a nie zostawiamy tego tylko w sferze marzeń. Pracowaliśmy nad budowaniem swojej pewności, poczucia własnej wartości. Na koniec przez piętnaście minut oddaliśmy się medytacji. Spiewaliśmy mantrę i układaliśmy ręce razem z wyprostowanymi wskazującymi palcami oraz otwieraliśmy ramiona. Ta medytacja otwierała czakrę serca. Wszystko przy cichych dżwiękach hinduskiej spokojnej muzyki.
Kundalini joga jest związania z pracą nad czakrami. Nie wiem czy wiecie co to te czakry.
Każdy z nas ma ich siedem.





1. Pierwsza czakra - Czakra podstawy - Muladhara -  znajduje się u podstawy kości ogonowej, jest odpowiedzialna za podstawowe potrzeby, bezpieczeństwo, jedzenie, przetrwanie, instynkt, biologiczne potrzeby.

2. Czakra druga - Swadhistana - znajduje się dwa palce poniżej pępka. Odpowiada za funkcje seksualne i prokreacyjne.

3.Czakra trzecia - Manipura - czakra pępka - Jest odpowiedzialna za emocje w człowieku.

4. Czakra czwrta - Anahata - Czakra serca. Opowiedzialna za miłość, współodczuwanie.

5. Czakra piąta - Visuddha - Czakra gardła - odpowiedzialna za mówienie, wyrażanie siebie, wypowiadanie się

6. Czakra szósta - Ajna - Trzecie oko . Znajduje się pomiędzy brwiami. Odpowiedzialna za  rozumienie rzeczywistości. Miejsce gdzie znajduje się dusza.

7. Czakra siódma - Sahasrara - Czakra korony. Znajduje się na czubku głowy.  Jest to siedlisko boskości w człowieku. Miejsce łączenia się z Bogiem.

Znalazłam kilka pozycji książkowych dotyczących tematu czakr i jogi kundalini, żebyśmy mogli pogłębić swą wiedzę na ten temat.

Caroline Myss - "Anatomia duszy"


Guru Dharam Singh, Darryl O'Keeffe  "Kundalini esencja jogi"


niedziela, 10 czerwca 2012

Wizyta w Indiach cz.2 ("Jedz, módl się, jedz")

Nasz bohater Michael trafił już na intensywny kurs jogi w Majsurze, prowadzony przez mistrza - dwudziestosześcioletniego Vinaya. Żona postawiła ultimatum. Nie miał wyboru.
Michael zauważa, że od Vinaya bije jakaś niewytłumaczalna pozytywna energia i światło.

Zjawia się w śali(ośrodku, sali do jogi) codziennie o szóstej trzydzieści.
Wszystko w jego ciele się buntuje. Odczuwa ból mięśni, morze potu zalewa jego ciało, towarzyszą mu wewnętrzne zmagania, w końcu sceptycyzm....i ironia wobec innych uczestników i samego siebie, który jest bardzo wyraźny i jest dowodem na jego nieciekawą formę fizyczną jak i psychiczną. Ale jednak po kilku lekcjach zauważa zmianę - zmniejszenie apetytu, nie ma żadnej ochoty na alkohol, za to odczuwa wzmożony apetyt seksualny....dodatkowym efektem ubocznym, który jest symptomem zmiany przez duże Z i oczyszczenia jest trądzik - detoks. Całe zło, toksyny, którym zatruwał organizm przez całe życie zostaje wydalone. Ulega nieświadomej powolnej transformacji.
Jednym słowem nasz bohater wchodzi niepostrzeżenie do świata jogi...wszystkimi zmysłami. Przestaje jeść mięso - po prostu nie ma potrzeby go jeść. Sięga po literaturą "fachową" (trzeba poznać wroga:) jednak podczas lektury oddaje się głębszej refleksji nad czytanym tekstem. Równowaga, harmonia, światło...
Zaczyna od biblii joginów:
"Światło jogi" B.K.S Iyengara

"Ścieżkami jogi" Paul Brunton.


Mam straszną ochotę wybrać się do Indii na taki jogowy warsztat...myślę, że byłoby to niezapomniane wydarzenie...hmmm a może pewnego ranka wstanę i podejmę decyzję  - JADĘ! na razie jeszcze mam jakieś wewnętrzne opory...
Dodam, że idąc za ciosem, żeby pozostać w klimacie Indii, kolorowych sari, słoni, kardamonu, curry, pieprzu, ghi...
wybieram się na film Johna Madena: "Marigoldhotel" z udziałem wspaniałej Judi Dench, akcja toczy się w Indiach, dla miłośników angielskich komedii:



poniedziałek, 4 czerwca 2012

"Jedz, módl się, jedz" Michael Booth


Od sceptycyzmu do duchowości....wycieczka do Indii...


Moi Drodzy,

właśnie jestem w trakcie czytania książki : "Jedz, módl się , jedz" Michaela Booth'a.
I mimo, że jej jeszcze nie skończyłam, pragnęłam szybko się z Wami podzielić wrażeniami:) i polecić ją natychniast:)
Jest to nowość w naszych księgarniach - pojawiła się 30 maja. Stojąc przy półce zawahałam sie przez chwilę czy, aby na pewno powinnam ja kupić, czy to przypadkiem nie bedzie kopia " Jedz, módl się, kochaj" czyli kolejna identyczna książka tego typu. Ale jadnak wzięłam. I nie żałuję:)


Autorem jest brytyjski dziennikarz kulinarny zbliżający się do czterdziestki. Michael Booth. Regularnie pisze do brytyjskich i zagranicznych czasopism: "Independent on Sunday", "Conde Nast Traveller", "Monokle", "Time Out". Jest ojcem dwóch synków, sześcio i ośmiletniego. Przez kilknaście pierwszych stron autor zwierza nam się z dziwnego stanu w jakim się znajduje. Styl jego opowięści jest sarkastyczno-ironiczny, drwi ze swoich irracjonalnych zachowań. Słabość do alkoholu, śledzenie portalu społecznościowego typu "nasza-klasa". Zazdrości kolegom po fachu. Czuje bezsens. Ma poczucie bezcelowości, odczuwa niezadowolenie z siebie - ma wrażenie , że nieczego nie dokonał. jako freelancer nie jest w satnie zabrać się do niczego przed osiemnastą... Frustracja i pesymizm. Ale tak, jak mówiłam - dzieli się tym wszystkim z nami w bardzo zabawny sposób.

Pewnego dnia, żona Lissen zarządza zmianę. Wyjazd do Indii na 3 miesiące całą rodziną. Celem Lissen jest zastopować postępujący defetyzm, uratowć małżeństwo, wywołać wewnętrzną przemianę.


Poznajemy wraz z nimi Delhi i Amrytsar.

Michael odwiedza mnóstwo restauracji(jak to miał w zwyczaju podczas innych swoich kulinarnych podróży), gdzie smakuje najznakomitsze indyjskie potrawy. Jednak nie spodziewa się, że ta podróż okaże się inna....




Jego żona zaplonowała bardziej duchowy charakter tego wyjazdu, do czego Michael odnosi się, delikatnie mówiąc, sceptycznie. Opisuje skrajne ubóstwo ulicy i ociekający złotem i półszlachetnymi kamieniami hotele-pałace. Smaki i zapachy Indii towarzyszą nam na każdym kroku.

W każdym razie książka pochłonęła mnie doszczętnie, aktualnie jestem w Indiach.
Mam ochotę wybrać się na jogę dzis wieczorem lub najpóźniej jutro, a w weekend do restauracji Ganesh....
Dalszy ciąg nastąpi...

:)

czwartek, 31 maja 2012

"Moulin Rouge" Pierre La Mure

Jak polubiłam Pierra La Mura


Ur.w 1909-zm. w 1976 r w Kaliforni. Książka "Moulin Rouge" stała się podstawą należącego do klasyki kina filmu z 1952 roku o tym samym tytule.

"Clair de Lune" nabyłam będąc w Krakowie i przechadzając się od kafejki do kafejki, chłonąc cudowny i  specyficzny klimat tego miejsca. Literacko-kawiarniano-wystawowy:)
Jednak książki nie przeczytałam od razu, musiała trochę poczekać na półce. Gdy po roku zaczęłam ją czytać - od razu polubiłam styl pisania tego pisarza i postanowiłam sięgnąć po inne jego książki.
Nie są to typowe biografie, lecz powieści beletrystyczne oparte na faktach. Dzięki wspaniałej narracji  znadujemy się nagle w XIX wieku i staje się dla nas naturalny bruk paryskich ulic, rynsztoki, stukot końskich kopyt, zadymione kawiarnie, ozłocona opera. Boheterowie nie są tylko postaciami z podręcznika do historii, ale zaprzyjaźniamy się z nimi, z niecierpliwością czekamy dalszego ciągu wydarzeń.
"Clair de Lune" opowieść o życiu Claude'a Debussy'ego. Fasynująca powieść, ale o niej innym razem:)


Dziś o "Moulin Rouge" historia życia Henri de Toulouse-Lotreca



Wszyscy znamy mniej lub bardziej jego prace, bowiem zostały rozpowrzechnione na gadżetach-pamiątkach z Paryża, reprodukcje można nabyć na każdym rogu Montmartre, właściwie na każdym kramiku w Paryżu. Co niestety zdegradowało w jakiś sposób jego dzieła w świadomości "przeciętnego turysty", bo są kojarzone właśnie z tanimi podróbkami...
W tej książce ukazana jest historia jakże zdolnego, przełomowego artysty, bardzo nieszczęśliwego w życiu osobistym, kaleki, który urodził się zdrowy...
Przeczytamy o jego przyjaźniach z wybitnymi tamtej epoki, o jego samotności, przyjaźni z paniami lekkich obyczajów, w towarzystwie, których znajdował zrozumienie, braku akceptacji z powodu wyglądu. Był bardzo niskiego wzrostu na skutek choroby przebytej w dzieciństwie. Powieść o wielkim talencie, nałogu, który stał się ucieczką do lepszego świata (a później spowodował katastrofę), sławie, którą osiągnął za życia - zajmując się początkowo reklamą i plakatem. Lotrec był bogatym arystokratą, jednak z własnej woli  przeniósł się na Montmartre, dzielnicy biednych artystów, królestwa bohemy. Artysta kontrowersyjny i odważny jak na owe czasy. Ojciec zerwał z nim kontakty, bowiem uznał jego sztukę za niegodną. Mimo, że podałam tu wiele zagdanień, absolutnie trzeba przeczytąc tę książkę, aby dokładnie poznać jego postać, rozterki, przemyślenia, nieszczęście, poczuć klimat artystycznego Paryża. Na każdej stronie znajdziecie coś ekscynującego i zaskakującego o Degas, Gauguin, van Goghu.
Po zapoznaniu sie z jego życiorysem, lepiej będziemy rozumiec jego dzieła, etymologię ich powstania.

Henri de Toulouse-Lotrec -ur.1864 r, zmarł w 1901.Przedstawiciel postimpresjonizmu, swoimi liografiami wywarł wielki wpływ na rozwój współczesnego plakatu.






Pierre La Mure napisał jeszcze:
"Miłość niejedno ma imię" biografia Felixa Mendelssohna
"Prywatne życie Mony Lisy"

Wiem, że dość niedawno została wydana inna bigrafia Lotreca, autorstwa Julii Frey, ale jej nie czytałam i nie wiem czy jest godna polecenia. Seria wydawnicza "Kolekcja Wielkie biografie" PWN